Postanowiłem podjąć się czynu heroicznego, acz karkołomnego i w pewien sposób naiwnego. Przede mną dłuuugie wieczory malowania, memłania przekleństw pod nosem i plucia sobie w brodę. Następnie kolejne godziny dostawania łomotu na polu bitwy, płaczu nad poległymi żołnierzami i frustracja podczas rozstrzygania wyniku potyczki. Dlaczego? Już śpieszę z odpowiedzią.

Otóż postanowiłem pomalować armię do Warhammera 40.000. Armię… gretchinów!

Co prawda kilka jednostek zamierzam wystawiać na zasadach orkowych (m.in. gobo szefa w duuużej zbroi oraz gobokopty które mam już wstępnie wymyślone), ale to i tak zapewne niewiele uratuje moje rozpiski. Zielonoskórzy są na chwilę obecną mocno poszkodowana armią w temacie zasad, a ja i tak będę dobierał jednostki raczej pod kątem klimatu i fluffu a nie powergamingu. Rodzi się zatem pytanie: dlaczego wpadłem na tak nierozsądny pomysł?

Bo gobosy najlepsze są i kropka 😀

Przed szanownym państwem pierwszy z grotoczołgów! Śmierci maszyna której nic nie zatrzyma!… no może poza celnym strzałem z grav guna czy innym imperial knightem. Chociaż równie dużym zagrożeniem dla tego pojazdu może być jego załoga.

 

Kolorystyka oczywiście pochodzi z klanu Evil Sunz, co by pojazdy popylały szybciej, a całość nie była zbyt mroczna i poważna. Wiem że to w dzisiejszych czasach może niezbyt popularne podejście do uniwersum wh40k ale… co mnie to obchodzi?! 😉

Model pochodzi z oferty maxmini.eu a link jest o tutaj.

Nie ukrywam, podczas pierwszego etapu malowania (po nałożeniu czarnego podkładu na całość) baaaaardzo dobrze sprawdził się GWsowy mephiston red w spray’u. Oszczędził mi spokojnie godzinę roboty (jak nie lepiej) i zapewne jeszcze nie raz to zrobi. Polecam!

Podoba się??

Bird.

Advertisements