Opowieść czyli sentymentalna podróż do przeszłości.

faaaididmale660

 

Miało być trochę o czym innym aleee… coś mnie temat zapodany przez Koyotha zmusił do refleksji i spojrzenia w przeszłość 😉

Opowiem Wam dziś o swojej pierwszej szczerej i bardzo naiwnej bitewniakowej miłości.

WARZONE

Mając lat plus minus 11-13 wpadł w moje ręce egzemplarz Magii i Miecza. Przewertowałem go od deski do deski, często zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi, ale było to zupełnie nieistotne. Liczył się klimat, opowiadania, ilustracje, wszystko co „fantastyczne” no i komiks z takim fajnym barbarzyńcą (kto pamięta Thruda?). Jednak to te kilka stron które zastałem na końcu gazetki naprawdę zmieniło moje postrzeganie rzeczywistości. Owe strony traktowały o grze Warzone, frakcji zwanej Capitolem, a konkretnie o jednostce „wolnych marines”. Ilustracja którą zobaczyłem wbiła mnie wtedy w podłogę, było tam również zdjęcie figurki którą po dziś dzień uważam za jedną z najpiękniejszych na świecie (ma ktoś może na sprzedaż?? Płacę jak za prezydenta!)


Czym prędzej postanowiłem zaznajomić się z tematem nieco bardziej i za ciężko uciułane złotówki kupiłem KODEKS. Borze sosnowy, co tam się działo! Zyliard przepięknie pomalowanych ludków, mutanci, Razydzi, cyber-żołnierze, pogięty kardynał, żołnierze z rakietnico-jetpackami, roboty bojowe, komandosi z czaszko-maskami, wielki murzyn z wielkim działem na ramionach, znani już przeze mnie wolni marines i… ON. Żołnierz który był dla dwunastoletniego okularnika najfajniejszym, przekozackim, odjechanym i najbardziej debeściackim badassem w całym podręczniku. MARSJAŃSKI BANSHEE.

Czujecie to? CZUJECIE??!!!! 😀

Szybko złapałem zajawkę na ludki, ale były okolice roku 96-97 i… nie bardzo wiedziałem jak to malować. Internet był wówczas poza moim zasięgiem a tutoriali i tak bym w nim raczej nie uświadczył, nikt z ówczesnych ziomów nie podzielał mojego entuzjazmu, obsługa w księgarni na ul. Brazylijskiej w Warszawie (ktoś pamięta? 😀 ) była średnio pomocna, farbki były dla takiego gnoja w cenie zaporowej i jakoś to wszystko sklęsło. W międzyczasie były jeszcze jakieś smutne podrygi w postaci krasnoludów chaosu oraz chwilowej fascynacji orkami (która to powróciła po latach i trwa po dziś dzień) ale efekt był praktycznie zawsze taki sam. Brzydko zapaskudzone ludki wylądowały na dnie szuflady i odeszły w zapomnienie.

Mineło 15 lat.

Za pośrednictwem Paradox Cafe poznałem mnóstwo zajawkowiczów, a dwóch z nich (moje przekochane ziomy po dziś dzień, Qba i Sławson) po jakimś czasie postanowiło otworzyć sklep z ludkami (Altdorf R.I.P.). Powiedzieli żebym zabrał jakiegoś ludka to nauczą mnie maziać. Znając moje dotychszasowe poczynania w temacie, byłem do tego nastawiony mocno sceptycznie. Niemniej jednak wygrzebałem pewien model z szuflady i pojechałem do chłopaków. Jak powiedzieli tak zrobili i w ten oto sposób pomalowałem pierwszego w swoim życiu ludka, z którego byłem naprawdę dumny. Chyba nie muszę mówić co to za żołnierz? 😀

foty by Sławson 🙂

Blood red, bestial brown, shining gold, boltgun metal, chaos black, skull white no i oczywiście devlan mud. Jaki ja byłem z siebie dumny to do tej pory nie mogę uwierzyć 😀

Tak proszę szanownego państwa rozpoczęła się moja przygoda z malowaniem. Do pierwszej edycji Warzone nadal mam olbrzymi sentyment i uważam te brzydackie modele za najpiękniejsze na świecie. No i tak to zapewne zostanie już na zawsze 😉

Bird.

Reklamy