Nurgle Warband #5 – Karl Krankheit

Karl Krankheit

Czas w końcu przedstawić całą nurglowa bandę i zamknąć opowieść o plugawych nieszczęśnikach z Mordheim. W dzisiejszym (przedostatnim) odcinku Karl Krankheit – herszt bandy, kapłan nurgla i wielki zdrajca świątyni Morr’a.

Karl był kapłanem w świątyni Morr’a – boga śmierci oraz snu. Od najmłodszych lat przygotowywany był do swej kapłańskiej posługi, co odbiło się wielce na jego psychice i postrzeganiu świata. Chlebem powszednim był dla niego widok martwych ciał, fetor rozkładających się zwłok i zawodzący dźwięk konających mieszkańców Mordheim. Nie mógł jednak zaakceptować bierności i stoickiego spokoju z jakimi jego świątynni współtowarzysze odprawiali ostatnie namaszczenia i chowali zmarłych. Karl nie godził się na to i poprzysiągł znaleźć remedium na choroby nękające miasto potępionych. W wolnych chwilach rozpoczął zatem studiowanie zakazanych ksiąg, tym samym zwracając na siebie uwagę papy Nurgla – bóstwa śmierci, chorób i rozkładu.

Krankheit bardzo szybko zawarł pakt z Wielkim Obrzydliwcem, zwiedziony obietnicą przedłużenia życia śmiertelnie chorym. Nie wiedział jednak, iż będzie to żywot w wiecznych cierpieniach, bardziej przypominający upodloną egzystencję na granicy życia i śmierci. Tym samym skazał wielu konających mieszkańców na los dużo gorszy niż ten, na który zasługiwali. Choroby nękające wielu mieszkańców przybierały na sile, ropne rany nigdy się nie goiły, odrażające mutacje stawały się coraz bardziej powszechne (acz skrzętnie ukrywane) lecz ich nosiciele nie mogli zaznać spokojnej śmierci. Zamiast tego zaczęli zamieniać się w potwory, groteskowych i wypaczonych niewolników Pana Rozkładu.

Karl postrzegał to wszystko jako cud i wielki dar dla potrzebujących. Jego znakiem rozpoznawczym stało się ropiejące piętno chaosu pokrywające prawą część pleców, oraz zardzewiała kosa będąca siedliskiem niezliczonej ilości chorób i plugastwa. Pewnej nocy Karl zbudził się natchniony nagłą wizją zesłaną mu przez Wielkiego Obrzydliwca. Bez słowa wstał, ubrał się, a następnie ruszył w ciemność. Wiedział że tej właśnie nocy spotka swych najwierniejszych wyznawców, grupę wybranych sług którzy razem z nim będą szerzyć imię Nurgla w mieście Mordheim.

 

Model Karla to oczywiście konwersja na całego. Korpus dowódcy kultystów chaosy z zestawu Dark Vengeance, kosa od flagellantów, pistolet z jakiegoś imperialnego ludka (bodajże z milicji) a  główka od maxmini.eu (brotherhood heads). A już niebawem ostatni członek zgniłej ekipy i szybkie podsumowanie. 🙂

Bird.

Goblin Junk Tank

Postanowiłem podjąć się czynu heroicznego, acz karkołomnego i w pewien sposób naiwnego. Przede mną dłuuugie wieczory malowania, memłania przekleństw pod nosem i plucia sobie w brodę. Następnie kolejne godziny dostawania łomotu na polu bitwy, płaczu nad poległymi żołnierzami i frustracja podczas rozstrzygania wyniku potyczki. Dlaczego? Już śpieszę z odpowiedzią.

Otóż postanowiłem pomalować armię do Warhammera 40.000. Armię… gretchinów!

Co prawda kilka jednostek zamierzam wystawiać na zasadach orkowych (m.in. gobo szefa w duuużej zbroi oraz gobokopty które mam już wstępnie wymyślone), ale to i tak zapewne niewiele uratuje moje rozpiski. Zielonoskórzy są na chwilę obecną mocno poszkodowana armią w temacie zasad, a ja i tak będę dobierał jednostki raczej pod kątem klimatu i fluffu a nie powergamingu. Rodzi się zatem pytanie: dlaczego wpadłem na tak nierozsądny pomysł?

Bo gobosy najlepsze są i kropka 😀

Przed szanownym państwem pierwszy z grotoczołgów! Śmierci maszyna której nic nie zatrzyma!… no może poza celnym strzałem z grav guna czy innym imperial knightem. Chociaż równie dużym zagrożeniem dla tego pojazdu może być jego załoga.

 

Kolorystyka oczywiście pochodzi z klanu Evil Sunz, co by pojazdy popylały szybciej, a całość nie była zbyt mroczna i poważna. Wiem że to w dzisiejszych czasach może niezbyt popularne podejście do uniwersum wh40k ale… co mnie to obchodzi?! 😉

Model pochodzi z oferty maxmini.eu a link jest o tutaj.

Nie ukrywam, podczas pierwszego etapu malowania (po nałożeniu czarnego podkładu na całość) baaaaardzo dobrze sprawdził się GWsowy mephiston red w spray’u. Oszczędził mi spokojnie godzinę roboty (jak nie lepiej) i zapewne jeszcze nie raz to zrobi. Polecam!

Podoba się??

Bird.

Mordheim Ghouls #3

Mordheim Ghouls #3

Dziś szybkie podsumowanie w postaci rodzinnej fotki.

Trochę bawi mnie to że chłopaki latają w stringach huehue 😀

Skoro wrzuciłem te ludki to chyba najwyższy czas pochwalić się całą bandą undeadów do Mordheim? No i w końcu wypadałoby wrzucić również ostatni wpis z kierownikiem nurglowych zgniłków… wygląda na to że czeka mnie trochę cykania fotek, ale zostawianie takich „rozgrzebanych” wpisów bez domknięcia to po prostu wstyd 😛
Spodziewajcie się zatem natarcia zdechlaków w niedalekiej przyszłości!

Podobają się??

Bird.

Mordheim Ghouls #2

Zgodnie z obietnicą – dziś kolejne ghoule do mordheimowej bandy.

 

Figurki te pomalowałem jakoś rok temu i trochę mi wstyd że do tej pory nie doczekały się publikacji. Nie ukrywam, jestem z nich całkiem zadowolony choć dziś kilka rzeczy pewnie pomalowałbym inaczej. Niemniej jednak wstydu chyba nie ma i chłopaki śmiało mogą biegać po ruinach przeklętego Mordheim.

Ghoul nr.3 (Biedny Yorick)

 

Ghoul nr.4

 

A jutro wrzucę fotke rodzinną 🙂
Bird

Mordheim Ghouls #1

Dziś na ruszt wrzucę trochę nieświeżego mięsa 😉

Pierwsze dwa z czterech ghouli pomalowanych z myślą o mordheimowej bandzie undeadów. To chyba moje ulubione wcielenia tych niewyględnych panów, chociaż obecne wzory są równie fajne i dają mnóstwo pola do popisu w temacie konwersji. Ale to właśnie te metalowe poczwary maja w sobie uroczą oldskulowość i są nieco bardziej… ludzkie. W końcu ghoul to nie żaden zombiak ani truposz, tylko człowiek któremu coś w życiu nie poszło, osiedlił się na cmentarzu i żeruje na ludzkich szczątkach. Zbyt żywi na trupa, ale jednak już za mało ludzcy aby można było nazwać ich człowiekiem. I te figurki doskonale to pokazują!

Ghoul nr.1

 

Ghoul nr.2

 

Jako że modele mają grać w Mordheim uznałem, iż spaczeń zamiast zwykłego kamienia będzie fajnym pomysłem. Moim zdaniem zabieg się udał i działa jak należy 🙂

Jutro dwóch kolejnych zwyrodnialców!

Bird

Necromunda Pit Slaves

Dziś przeniesiemy się w troszkę inny, dawno zapomniany setting do którego pałam miłością równie mocną jak do zielonoskórych. System niestety wziął i zdechł, jak wiele z naszych ukochanych gier 😦

Necromunda!

 

Uwielbiam ten odłam uniwersum wh40k. Zapomniana planeta, właściwie już wymarła. Ochłapy ludzkości egzystują w hive cities, próbując przetrwać kolejny dzień. Światło słoneczne widzi nieliczna grupa wybrańców/szlachty, zaś większość „ludzkiego mięsa” kłębi się w labiryntach piramido-podobnych miast, żywi grzybem i po prostu stara się nie umrzeć. To nie jest czterdziestka jaką znamy. Tutaj opowieści o space marines’ach wsadza się między bajki, posiadanie zwykłego lasguna jest szczytem luksusu, a zapadająca się konstrukcja miasta codziennością. Nie znajdziemy tu NIC z epickości wh40k, jedynie brud, smród, ubóstwo i kawał solidnego, klimatycznego post-apo 🙂

 

Od jakiegoś czasu konwertuję sobie ludki z myślą o tym właśnie systemie (może ktoś z Warszawy chciałby popykać w Necro, hmm???), a oto część owoców mojej pracy. Pit slaves: Big Red oraz Uncle Acid!

Big Red jest jak widać solidnym kawałem zabijaki, a walki na arenie niewolników to dla niego chleb powszedni. Lubi walnąć prawym sierpowym, poprawić ze łba i na koniec machnąć piłą dla pewności. Jego nienawiść napędzana jest cholera wie czym, wiadomo tylko że jest to zielone, toksyczne i jest tego dużo. Ryjofon do najpiękniejszych również nie należy, zakuto mu zatem ryło w kawał żelastwa – dzięki temu wali ze łba jeszcze skuteczniej. Najpierw bije, a potem i tak nie pyta.

 

Uncle Acid to najlepszy ziom Big Red’a. Na arenie służy wsparciem ogniowym, zwinnością kuny oraz świdrowaniem przeciwników. Elegancko zasadza również kopy z lewej. Jako jedyny zna skład toksycznego paliwa zasilającego Big Red’a, w związku z czym jego obecność jest nieoceniona. W ramach braterskiej solidarności z ziomem również zakuł ryło w kawał żelastwa, co nie raz pozwalało mu zachować twarz w ciężkich sytuacjach.

 

Tak to sobie dwa zakute łby brną przez życie, łojąc dupska nieszczęśnikom stojącym im na drodze 😉

 

W sumie nie wiem czy kogokolwiek interesują linki do ludków/części które tu wrzucam, więc fajnie byłoby dostać jakiś feedback w tym temacie 😉 Big Red to model Masta of Dizasta oraz plecak od maxmini.eu. Piła na łapie znaleziona w pokładach bitsów 😉 Wujcio Kwas to korpus marudera chaosu (GW), noga i prawa ręka z zestawu catachan (GW), główka flagellanta (GW), giwera i mechaniczna noga znów od maxmini.eu, a ręka-świder to oryginalna część z Necromundy 🙂

Na koniec arty z Necromundy (zdaje się że autorstwa Mark’a Gibbons’a, ale nie jestem pewien) które zainspirowały mnie do stworzenia tych modeli:

 

Podoba się??? 🙂

Bird.

Furiusz Prawopiewca i Lady Temida

Wiosna idzie, więc też zbliża się czas wiosennych porządków. Przy okazji wietrzenia szafek trafiłem na tych dwoje nieboraków. Już parę lat zdążyło upłynąć odkąd ich malowałem i na dzień dzisiejszy jestem z nich średnio zadowolony, ale zbyt dużo modeli czeka w kolejce bym się miał teraz bawić w zmywanie i przemalowywanie. Tym bardziej, że nie zanosi się żebym miał wracać do Umbry Turris, albowiem wydawca sprawia wrażenie jakby przestał się interesować swoim systemem. A szkoda, bo już łapałem zajawkę na nową drużynę.  Modele były przeznaczone do książęcej ekspedycji Rootzgardu – drużyny praworządnych ludzi. Może jeszcze kiedyś coś się w tym temacie zmieni i herbowi ludzie odziani w złoto i purpurę wyruszą do Umbry stanąć na straży prawa i porządku

Do drużyny z Rootzgardu pomalowałem też parę innych ludków od innych wydawców niż Spellcrow, ale to już temat na inny materiał 🙂

Przy okazji chciałbym serdecznie podziękować Dziadowi z Lasu (http://dziadu-z-lasu.blogspot.com/) za zrobienie eleganckich zdjęć 🙂

-Nef

FKB XXX – gobliński czoUg kapitana Blitz’a

Epickość.

Nie ukrywam, temat XXX edycji FKB narzucony przez Psborsuka wbił mi delikatnego ćwieka. Przecież ja maluję same małe modele, nie mam żadnej porządnie epickiej armii (za to skirmishowych band aż za dużo), nie lubię przesadzonych Stormcastów ani oklepanych space marinesów. Co robić, co robić??…

faaaididmale660

Wiem! Pomaluję czoUg 😀

Czołgi sa epickie, mają wielkie działa, produkują dużo hałasu i robią bardzo rozległe kuku żołnierzom stającym im naprzeciw. Co prawda nigdy wczesniej takowego nie malowałem, ale co mi tam. Kilka szybkich tutoriali z weatheringu i jedziemy, what can go wrong?

Jesli liczyliście na gwardyjskiego Baneblade’a czy innego Vindicator’a to niestety muszę was zasmucić. Panie i Panowie, przed wami kapitan Blitz von Spitze i jego Schrottwagen!

Blitz von Spitze jest weteranem niekończącej się wojny na planecie Armageddon. Brał udział w wielu zwycięskich bitwach, uciekł zaledwie z połowy z nich. Jest mistrzem w ostrzeliwaniu wroga z „taktycznego” dystansu oraz specem w dziedzinie przegrupowań i ewakuacji. Jego dzielny pomagier – amunicyjny Kartusch – twardo stoi u boku kapitana Blitza, chociaż sam do końca nie wie dlaczego. Cóż, groty bywają średnio rozgarnięte.

Na Armageddońskim rejonie nie jest kolorowo, co widać na załączonym obrazku. Silne zanieczyszczenia powietrza oraz industrialne opary mają wyjątkowo negatywny wpływ na stan sprzętu i uzbrojenia. Walka z wszędobylską rdzą i korozją jest daremna, roślinność wymiera lub ledwo zipie, wszędzie kurz, błoto, piach i ponurość…

Nie przeszkadza to na szczęście Blitzowi w ulepszaniu rdzawego czoUgu i brania udziału w kolejnych Waaagh! ku chwale Gorka oraz oczywiście Morka.

 

.

 

Czołg to Goblin Scrap Tankette z oferty maxmini.eu (podobnie jak skrzynki i głowa kapitana Blitz’a) zaś amunicyjny Kartusch to ammo runt z zestawu Nobz’ów do WH40K. Korpus Blitz’a to dla mnie zagadka bo znalazłem go kiedyś w knajpie na podłodze i nie mam pojęcia co to za model 😀

Tyle na dziś!

Podoba się???

Bird.

̶D̶o̶b̶r̶z̶y̶, źli i brzydcy

Z pokorą przyznaję, że przez ostatni kwartał nie udzielałem się zbyt często na łamach Tabletop Bastards i trochę zostawiłem Aleksa samego z prowadzeniem blogaska. A efekty tego wszyscy widzimy – całe TB pęka w szwach od rozwrzeszczanej, zielonoskórej hałastry. Ale teraz mam zamiar Wam przypomnieć o swoim istnieniu gdyż-albowiem-ponieważ co nieco ostatnio pomalowałem. Teraz jedynie muszę znaleźć chwilę na porobienie zdjęć i nowe materiały spod mojego pędzla zawędrują w bezkres Internetu.
Przewrotnie rozpocznę od …zielonoskórych. Jednak tym razem nieco innych niż te, którymi do tej pory raczył Was Aleks.
Szanowni Państwo!
Oto Merkuriańskie Trio Brzydali!

Merkuriańska Ohyda istnieje w settingu Mutant Chronicles od bardzo dawna. Najpierw w grze RPG, jako bestia, będąca śmiertelnym wyzwaniem dla graczy. Później w postaci bardzo pożądanej karty w kolekcjonerskiej grze karcianej Doomtrooper. W końcu pojawia się jako model w bitewniaku Warzone i szybko staje się jednym z trzech najbardziej rozpoznawalnych schabów Legionu Ciemności (ustępując miejsca jedynie Biogigantowi i Pretoriańskiemu Behemotowi). W okolicach lat milenijnych monstrum doczekało się dwóch wzorów modeli – z czego ten nowszy (z początku lat 2000) był największym modelem wydanym przez Target Games. Co wzbudzało pewne zdziwienie, bo fabularnie Ohyda zawsze była przedstawiana jako ta najlżejsza, najzwinniejsza i najbardziej zakamuflowana ze wszystkich trzech gigantów Legionu.
Mija dziesięć lat i po upadku Target Games, grę wskrzeszają ludzie z Prodos Games, odświeżając przy tym design większości jednostek. Na warsztat została wzięta również i Ohyda. Nie obyło się bez kontrowersji, ponieważ wielu graczom nie podobało się, że nowe Ohydy są znacznie mniejsze od swoich staro-edycyjnych poprzedników. Ja osobiście jestem zachwycony! Detale ostre jak żyleta i świetne, dynamiczne pozy sprawiają, że ciężko mi oderwać od nich wzrok. Zmiana rozmiarów i możliwość wystawiania ich w drużynach do trzech modeli, również postrzegam jako atut. Jak wspominałem, Merkuriańskie są szybkie i atakują z ukrycia – i nareszcie mają modele które to oddają!

-Nef

Snot & Squig

Dziś dla kontrastu do zielonego dodam trochę czerwieni.

Jakiś czas temu zmalowałem takich oto dwóch łobuzów. Pierwszy z nich to nieco bardziej wyrośnięty snotling – za mądry żeby trzymać ze „swoimi”, ale za głupi co by bratać się z goblinami. Biedaczyna nie miał co ze sobą począć, przygarnął zatem bezpańskiego squiga i tak sobie toczą wesoły żywot 🙂

Raz duży pogoni małego…

Innym razem mały dużego…

Ale koniec końców dogadują się całkiem nieźle 😉

Wyrośnięty snotling pochodzi (chyba) z zestawu plastikowych night goblinów z bodajże 5tej edycji WFB. Dostałem go w prezencie od Dziada z Lasu za co wielki szacuneczek i wdzięczność bardzo bardzo. Squig to znany i lubiany wzór który to nadal można bez problemu zakupić w zestawie na stronie Games Workshop. Nie ukrywam iż jest to mój ulubiony wzór ze wszystkich dotychczas wypuszczonych squigowych opcji.

Ludki pomalowałem do Frostgrave’owej bandy zielonoskórych jako proxy do war hound’a i… thug’a? 😀

Tyle na dziś, do następnego!

Bird.