Nurgle Warband #6 – Plaguebearer Musician

Demon zesłany do Mordheim przez samego wielkiego obrzydliwca. Dźwięk jego dzwonu ma przyciągnąć grupkę wybranych nieszczęśników, którzy szerzyć będą choroby i zarazę ku chwale papy Nurgla. Ów demon nie ma historii, imienia, ani jakiejkolwiek godnej uwagi przeszłości – jest jednym z wielu zmutowanych sługusów Nurgla, żyjącym w wiecznej agonii ku uciesze swego stworzyciela.

Już wkrótce poznacie ostatniego członka bandy (którą to w bólach i cierpieniach próbuję w końcu przedstawić, chyba już osiem albo i dziewięć miesięcy).

Cóż to za model każdy chyba wie: staroedycyjny muzyk-plaguebearer nurgle’a. Kiedyś te plagusy podobały mi sie bardzo baaardzo, z perspektywy czasu już nieco mniej, ale w sumie nadal dają radę. Foteczki robione parę miesięcy temu (tak samo zresztą jak i malowanie), nie są szczególnie urokliwe ale za dwa wpisy będzie eleganckie foto rodzinne całej bandy, na którym zgniłek wyszedł nieco korzystniej 😉

Bird.

Schnell! Schnell!! Schnell!!!

Małymi krokami przygotowuję się do zagrania w WZR frakcją inną niż Legion Ciemności i spośród wszystkich sil korporacyjnych, najbardziej do mnie przemawia prusko-carska estetyka Bauhausu. O ile w międzyczasie ciepnąłem jakiegoś barona von Jaegera, Vulcana czy Wenusjańskiego Szeryfa, to cały czas mi brakowało troopsów, brakowało mi regularnej piechoty do dopełnienia rozpiski. W związku z powyższym, któregoś pięknego dnia usiadłem i zabrałem się do taśmowego malowania moich dwudziestu bauhauzerkich Huzarów. Chwilowo nie mogę już patrzeć na Bauhaus, ale mam nadzieję, że chociaż ludki wyszły wyjściowo 😉

nef_DSC02482_cr_tn

Wykorzystam niniejszy wpis, by też troszkę pomarudzić – otóż ostatnie tłumaczenie podręcznika jest ogólnie całkiem porządku, jednak dopuścili się paru większych bądź mniejszych baboli. Jednym  z tych , które mnie rażą najbardziej jest słowotwórstwo w postaci terminu „husar”. Pamiętajcie drogie dziatki takiego słowa jak „husar” nie ma w polskim słowniku – jest za to węgierski „huzar” albo polski „husarz”. Nigdy nie odkładajcie researchu na potem, bo wychodzą później takie kwiatki 😉

-Nef (malowanie)
-Dziadu z Lasu (zdjęcie)

FKB XXXI – Biały Kruk – Warzone Jake Kramer

Kolejną edycję Figurkowego Karnawału Blogowego prowadzi Grish z bloga Fat Lazy Painter. Jakby ktoś nie wiedział czym jest FKB i był totalnie świeży w temacie, to tutaj jest link informacyjno – edukacyjny.

 

Tematem XXXI edycji FKB jest „biały kruk”. No to wynalazłem takowego i zmalowałem na szybko w sobotnie popołudnie. Ze swojej strony dodam ze nie biały tylko siwy i nie kruk tylko Kramer. Jake Kramer.

 

Debiut tej postaci przypada na pierwszą edycję kultowego już WARZONE’a. Fabularnie po raz pierwszy pojawił się chyba w komiksie o Golgocie, gdzie u boku Mitch’a Huntera, Valerie Du Val i innych łorzonowych bohaterów spuszcza łomot sługom Legionu Ciemności. Dopiero później doczekał się figurki i zasad do wystawienia w grze (dodatek Warzone: Casualties of War).

 

Jake służył w jednostce niesławnych Wolnych Marines Capitolu, razem z przestępcami, złodziejami, skazańcami i generalnie wszelakiej maści degeneratami. Na ich tle wyróżniał się wyjątkową niesubordynacją oraz niezależnością, co zaowocowało przeniesieniem Kramer’a do spec-opsów, gdzie jego talent do robienia zadymy i stawania wszystkiemu w poprzek mógł zostać w pełni doceniony. Niestety z czasem Jake zdał sobie sprawę, że nikogo nie obchodzi jego los oraz dokonania na polu walki, stając się tym samym zgorzkniałym i cynicznym dziadem.

A oto i zmalowany przeze mnie ludasek, oldskulowo-komiksowe malowanie w 100% zamierzone 🙂

 

No i tak to wygląda. Ze swojej strony dodam tylko, że staroedycyjne  figurki do Warzone’a darzę miłością wielką i bezkrytyczną, jak bardzo szkaradne by nie były. A często niestety bywały 😛

Podoba się?

Bird.

Nurgle Warband #5 – Karl Krankheit

Karl Krankheit

Czas w końcu przedstawić całą nurglowa bandę i zamknąć opowieść o plugawych nieszczęśnikach z Mordheim. W dzisiejszym (przedostatnim) odcinku Karl Krankheit – herszt bandy, kapłan nurgla i wielki zdrajca świątyni Morr’a.

Karl był kapłanem w świątyni Morr’a – boga śmierci oraz snu. Od najmłodszych lat przygotowywany był do swej kapłańskiej posługi, co odbiło się wielce na jego psychice i postrzeganiu świata. Chlebem powszednim był dla niego widok martwych ciał, fetor rozkładających się zwłok i zawodzący dźwięk konających mieszkańców Mordheim. Nie mógł jednak zaakceptować bierności i stoickiego spokoju z jakimi jego świątynni współtowarzysze odprawiali ostatnie namaszczenia i chowali zmarłych. Karl nie godził się na to i poprzysiągł znaleźć remedium na choroby nękające miasto potępionych. W wolnych chwilach rozpoczął zatem studiowanie zakazanych ksiąg, tym samym zwracając na siebie uwagę papy Nurgla – bóstwa śmierci, chorób i rozkładu.

Krankheit bardzo szybko zawarł pakt z Wielkim Obrzydliwcem, zwiedziony obietnicą przedłużenia życia śmiertelnie chorym. Nie wiedział jednak, iż będzie to żywot w wiecznych cierpieniach, bardziej przypominający upodloną egzystencję na granicy życia i śmierci. Tym samym skazał wielu konających mieszkańców na los dużo gorszy niż ten, na który zasługiwali. Choroby nękające wielu mieszkańców przybierały na sile, ropne rany nigdy się nie goiły, odrażające mutacje stawały się coraz bardziej powszechne (acz skrzętnie ukrywane) lecz ich nosiciele nie mogli zaznać spokojnej śmierci. Zamiast tego zaczęli zamieniać się w potwory, groteskowych i wypaczonych niewolników Pana Rozkładu.

Karl postrzegał to wszystko jako cud i wielki dar dla potrzebujących. Jego znakiem rozpoznawczym stało się ropiejące piętno chaosu pokrywające prawą część pleców, oraz zardzewiała kosa będąca siedliskiem niezliczonej ilości chorób i plugastwa. Pewnej nocy Karl zbudził się natchniony nagłą wizją zesłaną mu przez Wielkiego Obrzydliwca. Bez słowa wstał, ubrał się, a następnie ruszył w ciemność. Wiedział że tej właśnie nocy spotka swych najwierniejszych wyznawców, grupę wybranych sług którzy razem z nim będą szerzyć imię Nurgla w mieście Mordheim.

 

Model Karla to oczywiście konwersja na całego. Korpus dowódcy kultystów chaosy z zestawu Dark Vengeance, kosa od flagellantów, pistolet z jakiegoś imperialnego ludka (bodajże z milicji) a  główka od maxmini.eu (brotherhood heads). A już niebawem ostatni członek zgniłej ekipy i szybkie podsumowanie. 🙂

Bird.

Goblin Junk Tank

Postanowiłem podjąć się czynu heroicznego, acz karkołomnego i w pewien sposób naiwnego. Przede mną dłuuugie wieczory malowania, memłania przekleństw pod nosem i plucia sobie w brodę. Następnie kolejne godziny dostawania łomotu na polu bitwy, płaczu nad poległymi żołnierzami i frustracja podczas rozstrzygania wyniku potyczki. Dlaczego? Już śpieszę z odpowiedzią.

Otóż postanowiłem pomalować armię do Warhammera 40.000. Armię… gretchinów!

Co prawda kilka jednostek zamierzam wystawiać na zasadach orkowych (m.in. gobo szefa w duuużej zbroi oraz gobokopty które mam już wstępnie wymyślone), ale to i tak zapewne niewiele uratuje moje rozpiski. Zielonoskórzy są na chwilę obecną mocno poszkodowana armią w temacie zasad, a ja i tak będę dobierał jednostki raczej pod kątem klimatu i fluffu a nie powergamingu. Rodzi się zatem pytanie: dlaczego wpadłem na tak nierozsądny pomysł?

Bo gobosy najlepsze są i kropka 😀

Przed szanownym państwem pierwszy z grotoczołgów! Śmierci maszyna której nic nie zatrzyma!… no może poza celnym strzałem z grav guna czy innym imperial knightem. Chociaż równie dużym zagrożeniem dla tego pojazdu może być jego załoga.

 

Kolorystyka oczywiście pochodzi z klanu Evil Sunz, co by pojazdy popylały szybciej, a całość nie była zbyt mroczna i poważna. Wiem że to w dzisiejszych czasach może niezbyt popularne podejście do uniwersum wh40k ale… co mnie to obchodzi?! 😉

Model pochodzi z oferty maxmini.eu a link jest o tutaj.

Nie ukrywam, podczas pierwszego etapu malowania (po nałożeniu czarnego podkładu na całość) baaaaardzo dobrze sprawdził się GWsowy mephiston red w spray’u. Oszczędził mi spokojnie godzinę roboty (jak nie lepiej) i zapewne jeszcze nie raz to zrobi. Polecam!

Podoba się??

Bird.

Mordheim Ghouls #3

Mordheim Ghouls #3

Dziś szybkie podsumowanie w postaci rodzinnej fotki.

Trochę bawi mnie to że chłopaki latają w stringach huehue 😀

Skoro wrzuciłem te ludki to chyba najwyższy czas pochwalić się całą bandą undeadów do Mordheim? No i w końcu wypadałoby wrzucić również ostatni wpis z kierownikiem nurglowych zgniłków… wygląda na to że czeka mnie trochę cykania fotek, ale zostawianie takich „rozgrzebanych” wpisów bez domknięcia to po prostu wstyd 😛
Spodziewajcie się zatem natarcia zdechlaków w niedalekiej przyszłości!

Podobają się??

Bird.

Mordheim Ghouls #2

Zgodnie z obietnicą – dziś kolejne ghoule do mordheimowej bandy.

 

Figurki te pomalowałem jakoś rok temu i trochę mi wstyd że do tej pory nie doczekały się publikacji. Nie ukrywam, jestem z nich całkiem zadowolony choć dziś kilka rzeczy pewnie pomalowałbym inaczej. Niemniej jednak wstydu chyba nie ma i chłopaki śmiało mogą biegać po ruinach przeklętego Mordheim.

Ghoul nr.3 (Biedny Yorick)

 

Ghoul nr.4

 

A jutro wrzucę fotke rodzinną 🙂
Bird

Mordheim Ghouls #1

Dziś na ruszt wrzucę trochę nieświeżego mięsa 😉

Pierwsze dwa z czterech ghouli pomalowanych z myślą o mordheimowej bandzie undeadów. To chyba moje ulubione wcielenia tych niewyględnych panów, chociaż obecne wzory są równie fajne i dają mnóstwo pola do popisu w temacie konwersji. Ale to właśnie te metalowe poczwary maja w sobie uroczą oldskulowość i są nieco bardziej… ludzkie. W końcu ghoul to nie żaden zombiak ani truposz, tylko człowiek któremu coś w życiu nie poszło, osiedlił się na cmentarzu i żeruje na ludzkich szczątkach. Zbyt żywi na trupa, ale jednak już za mało ludzcy aby można było nazwać ich człowiekiem. I te figurki doskonale to pokazują!

Ghoul nr.1

 

Ghoul nr.2

 

Jako że modele mają grać w Mordheim uznałem, iż spaczeń zamiast zwykłego kamienia będzie fajnym pomysłem. Moim zdaniem zabieg się udał i działa jak należy 🙂

Jutro dwóch kolejnych zwyrodnialców!

Bird

Necromunda Pit Slaves

Dziś przeniesiemy się w troszkę inny, dawno zapomniany setting do którego pałam miłością równie mocną jak do zielonoskórych. System niestety wziął i zdechł, jak wiele z naszych ukochanych gier 😦

Necromunda!

 

Uwielbiam ten odłam uniwersum wh40k. Zapomniana planeta, właściwie już wymarła. Ochłapy ludzkości egzystują w hive cities, próbując przetrwać kolejny dzień. Światło słoneczne widzi nieliczna grupa wybrańców/szlachty, zaś większość „ludzkiego mięsa” kłębi się w labiryntach piramido-podobnych miast, żywi grzybem i po prostu stara się nie umrzeć. To nie jest czterdziestka jaką znamy. Tutaj opowieści o space marines’ach wsadza się między bajki, posiadanie zwykłego lasguna jest szczytem luksusu, a zapadająca się konstrukcja miasta codziennością. Nie znajdziemy tu NIC z epickości wh40k, jedynie brud, smród, ubóstwo i kawał solidnego, klimatycznego post-apo 🙂

 

Od jakiegoś czasu konwertuję sobie ludki z myślą o tym właśnie systemie (może ktoś z Warszawy chciałby popykać w Necro, hmm???), a oto część owoców mojej pracy. Pit slaves: Big Red oraz Uncle Acid!

Big Red jest jak widać solidnym kawałem zabijaki, a walki na arenie niewolników to dla niego chleb powszedni. Lubi walnąć prawym sierpowym, poprawić ze łba i na koniec machnąć piłą dla pewności. Jego nienawiść napędzana jest cholera wie czym, wiadomo tylko że jest to zielone, toksyczne i jest tego dużo. Ryjofon do najpiękniejszych również nie należy, zakuto mu zatem ryło w kawał żelastwa – dzięki temu wali ze łba jeszcze skuteczniej. Najpierw bije, a potem i tak nie pyta.

 

Uncle Acid to najlepszy ziom Big Red’a. Na arenie służy wsparciem ogniowym, zwinnością kuny oraz świdrowaniem przeciwników. Elegancko zasadza również kopy z lewej. Jako jedyny zna skład toksycznego paliwa zasilającego Big Red’a, w związku z czym jego obecność jest nieoceniona. W ramach braterskiej solidarności z ziomem również zakuł ryło w kawał żelastwa, co nie raz pozwalało mu zachować twarz w ciężkich sytuacjach.

 

Tak to sobie dwa zakute łby brną przez życie, łojąc dupska nieszczęśnikom stojącym im na drodze 😉

 

W sumie nie wiem czy kogokolwiek interesują linki do ludków/części które tu wrzucam, więc fajnie byłoby dostać jakiś feedback w tym temacie 😉 Big Red to model Masta of Dizasta oraz plecak od maxmini.eu. Piła na łapie znaleziona w pokładach bitsów 😉 Wujcio Kwas to korpus marudera chaosu (GW), noga i prawa ręka z zestawu catachan (GW), główka flagellanta (GW), giwera i mechaniczna noga znów od maxmini.eu, a ręka-świder to oryginalna część z Necromundy 🙂

Na koniec arty z Necromundy (zdaje się że autorstwa Mark’a Gibbons’a, ale nie jestem pewien) które zainspirowały mnie do stworzenia tych modeli:

 

Podoba się??? 🙂

Bird.

Furiusz Prawopiewca i Lady Temida

Wiosna idzie, więc też zbliża się czas wiosennych porządków. Przy okazji wietrzenia szafek trafiłem na tych dwoje nieboraków. Już parę lat zdążyło upłynąć odkąd ich malowałem i na dzień dzisiejszy jestem z nich średnio zadowolony, ale zbyt dużo modeli czeka w kolejce bym się miał teraz bawić w zmywanie i przemalowywanie. Tym bardziej, że nie zanosi się żebym miał wracać do Umbry Turris, albowiem wydawca sprawia wrażenie jakby przestał się interesować swoim systemem. A szkoda, bo już łapałem zajawkę na nową drużynę.  Modele były przeznaczone do książęcej ekspedycji Rootzgardu – drużyny praworządnych ludzi. Może jeszcze kiedyś coś się w tym temacie zmieni i herbowi ludzie odziani w złoto i purpurę wyruszą do Umbry stanąć na straży prawa i porządku

Do drużyny z Rootzgardu pomalowałem też parę innych ludków od innych wydawców niż Spellcrow, ale to już temat na inny materiał 🙂

Przy okazji chciałbym serdecznie podziękować Dziadowi z Lasu (http://dziadu-z-lasu.blogspot.com/) za zrobienie eleganckich zdjęć 🙂

-Nef